Uczeń formatowy... notka 44 >> piątek, 17 lutego 2006 06:46:01
Notka dla Olajli i Angel bo jako jedyne porządnie się sprzeciwiły mojej prowokacji. A reszta? Cóż, na reszcie się zawiodłam...
***
W pokoju wspólnym było dość cicho. Większość uczniów pisała prace domowe lub czytała księgi. Niektórzy ćwiczyli zaklęcia. Na schodach kilka dziewcząt z czwartej klasy malowały sobie nawzajem paznokcie. Półgłosem wymieniając uwagi, co chwilę zaczynały się śmiać. Były tu najgłośniejsze...
Gdzieś w rogu coś ca chwila wybuchało, ale na tyle cicho, że nikt się tym nie zainteresował. To James, Syriusz, Remus i Peter szykowali jakąś zabawę. Czasem i im wolno. W końcu nikomu nie przeszkadza to, że raz na jakiś czas zrobią mały żart...
Reszta gryfonów była cicho. Duża część notowała informacje z podręczników potrzebne do wypracowań.
Kilka osób czytało grube tomiska lektur zadane na następne dni.
Tak też robiła Lily. Pomimo półmroku za oknem z przymrużonymi oczami wertowała kolejne wersety opasłej księgi na numerologię. Pogubiła się w tekście już kilka razy, jej mózg wolniej odbierał sygnały i słowa, które czytała. Niektóre pomijała nawet nie zarejestrowując ich obecności. Po prostu powoli przysypiała.
James powoli podniósł się z siedzenia, rozejrzał się po pomieszczeniu. Minął wzrokiem grupkę dziewczyn, które na widok tego, że wstał zaczęły zalotnie machać rzęsami lub podwijać do góry po trochu spódniczki...
Wyszukał wzrokiem własną, osobistą dziewczynę i z uśmiechem skierował się w jej stronę. Stanął nad nią i uśmiechnął się.
Podniosła wzrok znad woluminu, spojrzała mu w oczy Nagle stwierdziła, że ma olbrzymią ochotę skoczyć z nim do jakieś pustej Sali, albo, chociaż gdzieś gdzie będą mogli być przez chwilę sami...
Uśmiechnęła się lekko, po czym sennym wzrokiem rozejrzała się dookoła. Po chwili opuściła wzrok na książkę w swoich dłoniach i przerzuciła kartkę.
-Lily? – Zapytał widząc, że czyta książkę z olbrzymim znużeniem
-No? – Zapytała nie odrywając wzroku od starodruku
-Zrobisz coś dla mnie?
-Co? – Zapytała już podnosząc wzrok
-Ale zgodzisz się?
-Ale, co? – Warknęła ze zniecierpliwieniem
James w tym momencie lekko wypiął pierś, zmierzwił sobie włosy. Lekko wyszczerzył zęby i...
-Umówisz się ze mną? – Wyrzucił na wydechu
Lilka parsknęła śmiechem
-O ty mój rogatku, rogatku – powiedziała z rozbawieniem zaginając róg strony w książce
-Umówisz się czy nie? – Wyszczerzył się
Poczuła się zabawnie. Tak jak kiedyś. Dumnie się wyprostowała. Lekko skrzywiła i warknęła...
-Dorośnij Potter, – Po czym zaczęła się śmiać na widok jego miny
James przez chwilę uwierzył. Ale tylko przez sekundę, albo nawet nie...
-Lila! – Krzyknął a prawie wszystkie głowy zebranych w pomieszczeniu zwróciły się ku nim
-Umówię, umówię, spokojnie, już dobrze – wymruczała tonem matki pocieszającej skrzywdzonego czterolatka, klepiąc go po głowie
-Lily, ja tu z tobą próbuję jak z człowiekiem a ty, co? – Zapytał z wyrzutem
-Dobra – przybrała rzeczowy ton, – Co? Gdzie? Kiedy? Z kim? Po co?
-Czy pójdziesz ze mną, w sobotę, na randkę, do Hogsmead? – Zapytał nadzwyczaj składnie jak na takie zdenerwowanie, bądź, co bądź pierwszy raz ją zapraszał poważnie na randkę
-A, co będziemy robić? – Zapytała rzucając ukradkowe spojrzenie na książkę, którą miała mieć przeczytaną dwa dni później a była dopiero w połowie...
-Możemy iść do jakieś kawiarni na kawę, lub herbatę, możemy iść na spacer i zbierać kolorowe liście... – Powoli wyliczał
Ruda ignorując to, co dalej mówił podniosła książkę do oczu. Musiała to przeczytać.
Przestał. Lily zaczęła ignorować to, co mówi usiłując czytać, co oznaczało, że podjęła już decyzję i nic ani nikt jej nie zmieni, nawet deszcz meteorytów.
-To jak? – Zapytał po chwili milczenia, gdy Lily przerzuciła następną stronę
-Stoi – powiedziała – To w sobotę? – Zapytała ssąc koniuszek cukrowego pióra, które miało jej dostarczyć tyle energii, aby nie zasnęła
-Tak – powiedział zdecydowanie patrząc na nią z zachwytem – Spotkamy się na śniadaniu – dodał pewniejszym już tonem
-Dobrze – powiedziała – mogę już wracać do książki?
-Tak – powiedział
Patrzał na nią z euforią. Doprowadzała go do szału. Ta twarz, te oczy, te włosy, ta figura, te no same wiecie...
I do tego, jaka osobowość. Potrafiła być naprawdę wspaniała. Nie potrafił zrozumieć, czemu jeszcze nikt nie skoczył z okna żeby się z nią umówić. On by skoczył. Nawet kilka razy. Kilka? Skakałby z milion razy gdyby od tego zależała jej decyzja.
Ale panu rogaczowi jeszcze nikt nie powiedział, że miłość polega na tym, że dana osoba jest tylko dla nas wyjątkowa.
No a dla innych, cóż, zazwyczaj przeciętna. Jak każda inna w tłumie...
*_*
Reszta tygodnia do soboty minęła dość szybko. Co prawda lekcje historii magii były nudne i Lily by przysięgła, że są dłuższe od wakacji to nim ktokolwiek się spostrzegł, bladym świtem, w dormitorium dziewcząt z ostatniej klasy rozległ się ostry pisk i towarzyszący potokowi wrzaskliwych wierszyków z których co drugi brzmiał „Kto rano wstaje, temu Merlin daje”
-Lily wyłącz to gówno! – Jęknęła Alice
-Mrrr – odpowiedział jej tylko zaspany jęk rudej
-Lily! Jest sobota! 7 Rano! Wyłącz to!
-Co?! Już siódma?!
-Spokojnie jest sobota
Tylko, że Lily już była w łazience. Najpierw brała prysznic, potem myła głowę, potem sobie brwi Wydepilowała potem umyła zęby i wysuszyła różdżką włosy. Kiedy wyszła była chwila po 8. W soboty śniadanie jest na 8 30.
Ubrała się, jak co dzień, mundurek. Bo wyjścia nie miała...
^_^
Pogoda na spacer była idealna. Mimo, że wciąż była jesień było dość ciepło. Wiatr się prawie całkiem uspokoił. Po całonocnym deszczu zostały tu i ówdzie kałuże i jasne błyski promieni słońca odbijających się od kropel wody pozostawionych na długich źdźbłach zielonej trawy. Lily i James postanowili się wybrać na spacer. Chcieli iść powoli za rękę wymieniając zabawne uwagi, jednak nie udało im się, ponieważ trafili w alejkę pełną kasztanowców. A Lily od zawsze kasztany zbierała uporczywie i zdecydowanie, dlatego też...
-Kasztan! Kasztan! Kasztan! – Krzyczała ruda ciągając rozczochrańca na wszystkie strony alejki
-I to ja w powietrzu znajduję znicza – bąknął szukający
Był zazdrosny o pełną torbę kasztanów rudej. Był zły, że sam ma tylko kilka kasztanów na dnie torby, bo najchętniej by jej dał torbę pełną kasztanów, ale zanosiło się na to, że to Lilka szybciej uzbiera pełną torbę niż on...
-Ale na ziemi mam przewagę – zaśmiała się
Zakręciła się, raz po kasztan w lewo, raz po kasztan w prawo, raz po kasztan znowu w lewo i na koniec bez większych problemów, James okręcił ją dookoła siebie. Jeśli nie może jej dać torby kasztanów to, chociaż się do niej przytuli. Trzymając ją od tyłu i nie puszczając zaczął się kiwać na boki.
-Nie no, jak dziecko – powiedziała kiwając się razem z nim i nie zważając na to, że owoce kasztanowca wysypują się z jej torby przy ich każdym większym ruchu...
^_^
-Jak było? – Zapytała Alice po powrocie rudej
-Świetnie – powiedziała ruda i skoczyła na łóżko
Razem z nią poleciała torba wciąż pełna kasztanów. Duża część z nich po raz kolejny tego dnia się rozsypała dookoła. Kiedy jeden uderzył ją w twarz stwierdziła tylko, że widać dzieci kasztanowca wolały być jednak na alejce przy drzewach. Jednak nie za bardzo ją to interesowało...
-Wiesz trochę mi szkoda, że nie jest jak kiedyś – powiedziała Alice patrząc jak Lilka rozmasowuje sobie bolący nos
-Czyli?
-Czyli miałabym ochotę coś zmienić, zrobić coś szalonego, dzikiego, innego!
-Czyli?
-Wiesz, że nie wiem
-Głupia jesteś – zaśmiała się ruda
-Powiedziała, co wiedziała
^_^
W pokoju wspólnym było bardzo głośno. Kiedy ktoś chciał coś powiedzieć musiał mówić podniesionym głosem, wtedy była szansa, że może ktoś z rozmówców usłyszy...
Miejsca przy kominku jak zwykle były zajęte, niestety tym razem nie przez paczkę Huncwotów i ich koleżanek, (z których jedna jest osobistą dziewczyną jednego z nich)
-Cieszę się, że krukoni przegrali- powiedział James gładząc po głowie Lilkę, która podpierała się o niego.
-Wbrew pozorom to lepsza drużyna od Puchonów, mieli pecha – Stwierdził Syriusz, czemu gorliwie przytaknął głową mały Peter
-Ale ten zwód Jackers – powiedział James rozmarzonym głosem. Lekko odpłynął, przed oczami miał miotłę pikującą na bramkę. Goniącego ją Roberta i ten nagły wystrzał w górę miotły dziewczyny, odrzut kafla... Gdyby nie ta akcja puchoni by przegrali...
Jedyne, co Jamesa łączyło teraz z rzeczywistością to, to, że wciąż głaskał Lilkę po głowie.
-Tak, Jessica to umie grać
-Zwód był piękny – stwierdził Remus
-Jessica jest piękna – odpowiedział Syriusz otępiale
Wszyscy się zaśmiali. Kilka głów odwróciło się w ich stronę. Mało, kto wiedział, o co chodzi, ale jak Huncwoci się śmieją to trzeba się śmiać. Kilka osób nie za bardzo rozumiejąc, z czego naczelni rozrabiacy Hogwartu się śmieją zawtórowało im, choć nie był to, czym choć trochę normalny...
-Proszę państwa już wiemy, kto będzie nową zdobyczą pana Blacka! – Zaśmiała się Lily
-Bardzo śmieszne Evans
Kilka głów dziewcząt spojrzało oskarżycielsko na Lilkę. Reszta zastanawiała się, o kim mowa. Każda laska miała jedną nadzieję „A może w końcu o mnie”.
^_^
-Proszę jednak pamiętać, że zamach trzeba zrobić ruchem płynnym
McGonagall odwróciła się do tablicy, aby zaczarować kredę. Ta miała dokładnie rozrysować zamach ręki, przy tym zaklęciu. Ruda z dużą szybkością wypluła z ust ten kawałek papieru, który żuła od chwili. Wiedziała, że to obrzydliwe, ale tak jakoś ją naszło, na mugolski kawał. Wyjęła z torby szybko część długopisu i wsadziła do środka oślinioną kulkę. James przypatrywał się dziewczynie ciekawie. Jeszcze nie wiedział, jaki plan zrodziła jej ruda głowa.
Przytknęła sobie przezroczystą rurkę do ust i dmuchnęła celując w tablicę. Następna akcja była dość szybka. Rurka z ust, a potem ruda tylko ją położyła przy torbie Jamesa.
Nauczycielka się szybko obróciła.
Nikt nic nie zauważył. Uczniowie robili notatki. Lilian Evans podniosła głowę, spojrzała na tablicę i zaczęła starannie przerysowywać ruch zarysowany na tablicy. Lekko zmrużyła oczy, po czym wsadziła do ust kawałek pióra. Nauczycielka wiedziała, że to cukrowe pióro, ale podobno słodycze pomagają szybciej myśleć...
Co jak co, ale palić głupa to ona umiała!
McGonagall rozejrzała się po Sali uważnie. I spostrzegła. Cienka, plastikowa rurka leżąca koło torby...
-Potter!
-Tak pani profesor? – Zapytał James
Już wiedział, że ruda go wrobiła. Oj już on jej da popalić... Jak tylko mu belferka odejmie te 20 punktów.
-Co to jest? – Zapytała psorka wskazując palcem w część długopisu
-Jakaś słomka pani Profesor
-Skąd to miałeś?
-Nie rozumiem
-Co, jak co Potter, ale zgrywać idiotę to ty potrafisz
-Nie musi – powiedziała cicho Evans dusząc się ze śmiechu w sąsiedniej ławce
James spojrzał na dziewczynę z wyrzutem.
-Jak mi się to jeszcze raz powtórzy – pogroziła opiekunka wyciągając groźnie chudy palec w stronę, Pottera.
-Dobrze pani profesor – powiedział James ze skruszoną miną
Profesorka coś zaczęła jeszcze nudzić.
-Przepraszam pani profesor
Dalej truje.
-Już nie będę pani profesor
Gada i gada
-Tak pani profesor
Mogłaby już przestać, ale chce jeszcze chwilę pogadać
-Ma pani rację pani profesor
***
-Koniec lekcji – oznajmiła McGonagall zadowolona z przebiegu lekcji, niektórym uczniom już się udawało zrobić to, o co prosiła, reszta robiła to, choć częściowo...
Wszyscy zaczęli się pakować. Lily robiła to wyjątkowo wolno. James się spakował i stanął przy jej ławce.
-Idziesz? – Zapytał
-No – powiedziała
Chciała zarzucić torbę na ramię, ale zabrał jej, ją.
-Zaniosę Ci ją – powiedział
-Dzięki
Wyszli z klasy więcej nie rozmawiając. Dopiero za drzwiami James się odezwał.
-Podobało się, co?
-O czym ty mówisz?
-O wrobieniu mnie
-Zły jesteś?
-Wiesz, że to nawet było zabawne – powiedział, – Ale mogłaś ten numer zrobić Syriuszowi czy komuś
-Ale wiedziałam, że tylko tobie będę to mogła zrekompensować całusem – powiedziała
Uśmiechnął się.
Po chwili, zniknęli w drzwiach jakieś Sali.
Mam wrażenie, że spóźnią się na następną lekcję
***
-Oni powinni przedłużyć te przerwy – powiedziała ruda patrząc na zegarek i poprawiając kitka.
Przerwy między lekcjami niby miały służyć nauce, ale oni wykorzystali ją po swojemu.
Lily chwyciła go za rękę i zaczęli biec w stronę Sali historii magii. Stanęli przed salą.
Dziewczyna uchyliła drzwi. Oczy wszystkich zwróciły się na nich jednak profesor Binns wciąż ciągnął swój nudny monolog.
Cicho weszła, za nią wszedł James. Zamknął drzwi. Chwyciła go za rękę i na palcach doszli do jakieś pustej ławki. Siedli razem na samym końcu Sali a wzrok wszystkich uczniów skierował się na nich.
James kpiącym spojrzeniem patrzał na wszystkich, którzy przypatrywali im się tak natarczywie, że nawet o mruganiu zapomnieli. Lily wyjęła podręcznik, pergamin i piórem narysowała cztery linie.
W środkowej kratce narysowała kółko i czekała aż on narysuje swój krzyżyk.
„Przygotuj się na przegraną” – naskrobała nad kratką.
***
-Okropny jesteś - powiedziała z wyrzutem przy obiedzie
-O, co poszła młodej parze? – Zapytał ze śmiechem Syriusz
-Black! – Warknęła ruda
-Lila jest zła, bo wygrałem z nią siedemnaście razy w kółko i krzyżyk na historii magii a ona tylko piętnaście ze mną.
-Wcale nie jestem zła
-Jesteś
-Nie jestem
-A udowodnisz, że nie?
-Dzisiaj Ci już udowadniałam, że mi wybaczysz numer ze słomką – powiedziała Ruda wytykając Jamesowi język
-To rezerwuję jutro przerwę przed historią magii na twoje udowadnianie.
-Znowu się będą kleić – westchnął Syriusz
-Przynajmniej nie na oczach połowy szkoły jak niektórzy, co Syriuszu? – ucięła Lily
Syriusz coś burknął pod nosem, ale Lily to zignorowała i zajęła się swoim talerzem.
Szybko zjadła i wstała. Nie czekając na nikogo wyszła. Miała dużo lekcji a profesor Slughorne miał dziś swoje kółko. No i oczywiście Lily jako najlepsza uczennica musi iść. Co prawda nie będzie to dzisiaj kółko na którym robi się eliksiry. Dzisiaj Slughorne robi kolejny „bankiet”.
-Czasem sobie myślę, że lepiej byłoby być uczniem formatu Petera – powiedziała sama do siebie niosąc po schodach ciężką torbę.
C.D.N.


Dziękuję. M.
Dodaj komentarz






19 komentarzy

emily emily.mylog.pl :: wtorek, 21 lutego 2006 20:43:35
82.160.40.3

trafilam do ciebie przez czysty przypadek-ale nie zaluje. fajnego masz tego bloga(jeden z niewielu, ktory mi sie podoba. czytajac twoje archiwum zorientowalam sie, ze zalezy ci na komentach dlatego dodaje swoj. czekam na kolejna notencje. ps: ty na pewno masz tylko15 lat?? bo niezle piszesz, naprawde - bo jesli tak to w  tym wieku to sie tylko talent moze nazywac...gratuluje

rosia rosia.mylog.pl :: środa, 22 lutego 2006 06:50:20
80.51.180.162

ja siem kcialam jeszcze usprawiedliwic co do tego szantazuu. ja jak zagladam to nie patrze na forum wiec nie ma co. to by bylo tyle, dziekuje za uwage

.mylog.pl :: środa, 22 lutego 2006 18:10:55
sb50.internetdsl.tpn

to moze ja nie zapytam co oni robili w tej pustej sali LoL

judith_m judith_m.mylog.pl :: czwartek, 23 lutego 2006 18:47:19
eur39.neoplus.adsl.t

Na serio masz 15 lat???Dziewczyno Ty masz mega talent!!!Najlepsze opowiadania jakie kiedykolwiek czytałam piszesz!!!!Blog jest ŚWIETNY!!!!Ta notka też!!Ogólnie wszystkie masz wporzo!!!Naprawde nie zmarnuj tego!!!Pozdroovki!!


Dodaj.

O mnie.

Dział "O mnie" został napisany na nowo, radzę zajrzeć. Dziękuję

Księga
wpisz się
zobacz

Dużo?

Wpadam


Było:
Wersja pierwsza:
1; 2; 3; 4; 5; 6; 7 i 8; 9; 10 i 11; 12; 13; 14; 15; 16; 17; 18; 19; 20; 21; 22; 23; 24; 25; 26; 27; 28; 29; 30; 31, 32; 33; 34; 35; 36; 37; 38; 39; 40; 41; 42; 43; 44; 45; 46; 47; 48; 49; 50; 51; 52; 53; 54; 55; 56; 57; 58; 59; 60; 61; 62; 63; 64; 65; 66; 67; 68; 69;
Wersja druga:
Ten okrutny Jim.
Przerost ambicji.
Obojętność .
W dobrej wierze.
Subtelnie.
Coś więcej niż podróż.
Pomyłka.
Zakład.
Ognista.
Listy.
Mnie możesz ufać.
Pociecha i Otucha.
Jimbo.
Popełniaj błędy.
Trzeba widzieć.
Trudne wyznanie.
Idiota całym sercem.
Wielki dzień rogacza.
Pamiętna zgoda Evans.
Uparty Potter.
Cmentarz.
Niegotowy na śmierć.
Śmierciożerca.
Nocne mary.
Ogień.
Własne decyzje.
Tarzać się po ziemi.
Największe cechy moich przyjaciół.
Miliony w spadku.
Góry.
Tylko walka i poświęcenie?.
Druga szansa.
książę i buntownik.
Coś dużo ważniejszego.
Miesiąc.
Pusty łeb Remusa.
Poszukiwacze prawdy.
Ukryta odwaga Petera.
Miłość, czy honor?.
Brak Brak odwagi.
Szablon
w postać Lily wciela się pani Sarah Wayne Callies, która w serialu Prison Break wciela się w moją ulubioną postać pani dokror Sary Tancredi (której niestety obcięto głowę)
Proszę nie ruszać bo poucinam łapki.