Coś jakby telenowela... notka 43 >> niedziela, 5 lutego 2006 22:46:35
Notka dla Martyny, Irysa i Bell, za ten cały bajzel, który narobiłyśmy gdzieś w sieci...
Przepraszam za to, że notka opóźniona ale praca na notkami jest naprawdę trudna gdy chce się zadowolić jak najwięcej osób. Wszystkich i tak nie dam rady a ta notka nie jest wybitna, jednak mimo to, zapraszam do czytania...
***
„Drodzy rodzice
Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale niestety miałam okropny nawał zajęć. Bardzo dużo się w ostatnim czasie dzieje i dodatkowo zadają nam masy prac domowych. I tak podejrzewam, że nawet z magicznym zawodem, – bo po Hogwarcie nie magiczna praca nie wchodzi w grę nie sądzę, aby jako Aurorowi potrzebne mi były takie przedmioty jak runy, astrologia czy Historia Magii, która jest strasznie nudna. Jednak dużą część tych przedmiotów, które mam sama sobie wybrałam, więc nie powinnam narzekać.
Dodatkowo powinnam chyba wyjaśnić, kim jest Auror. Tak, więc już wyjaśniam. Auror to czarodziej, który po specjalnych szkołach walczy ze złymi czarodziejami lub po prostu debilami, którzy postradali zmysły, powaliło ich i są niebezpieczni.
James też chce być Aurorem. James, to mój chłopak. Może go skojarzycie skądś, jednak nic nie obiecuje. Chciałabym żebyście go kiedyś poznali. Kiedyś za nim nie przepadałam. Jednak teraz muszę przyznać, że jest wspaniały.
Niestety w tym roku też zostaję w Hogwarcie na święta. Z pewnych powodów ostatnie spędzone tutaj najlepszymi nie były. A chciałabym tu spędzić jedne piękne święta. Tym bardziej, że Hogwart to najpiękniejsze miejsce, jakie znam.
U mnie wszystko toczy się swoim niecodziennym torem. Rano pobudka, potem prysznic lub nie – zależy czy mi się chce, potem śniadanie, lekcje, obiad, odrabianie lekcji, kolacja, jakaś książka, czasem spacer, biblioteka i idę spać. Nieraz są mecze. Niestety już coraz rzadziej wypady do magicznej wioski, do której pozwolenie na wyjście mi kiedyś podpisywaliście – Hogsmeade. Brzmi nudno, co? Ale jest świetnie. Kocham tą szkołę. Teraz, kiedy jestem tu ostatni już rok, nie wyobrażam sobie, co by było gdybym nie trafiła tu i nie była czarownicą, nie wyobrażam sobie życia bez magii, bez tej szkoły, przyjaciół, głupich numerów chłopaków, nudnego Slughornea i Jamesa. Nie potrafię oczami wyobraźni zobaczyć siebie w jakimś zwykłym liceum chodzącą, co tydzień Z nowym graczem w piłkę nożną lub okularniczkiem, który mota się w wypowiedzi. Co prawda James nosi okulary, a właściwie powinien, ale nie jest kujonem (choć i tak ma dobre stopnie) i do okularków trzeba go zmuszać.
Załączam też zdjęcie moje i przyjaciół. Ten pierwszy od lewej z książką to Remus. Ten, co śpi na podłodze to Peter, chłopak, który co cuci żeby się obudził to Syriusz. Mnie chyba poznajecie. Ten chłopak, który mnie obejmuje to właśnie James. Obok nas stoi Alice a chłopak, który trzyma ją za rękę to jej chłopak Frank.
Mam nadzieję, że nie boicie się, że zdjęcie się rusza? Jeśli tak, to niestety ono będzie się ruszać. Acha i dla bezpieczeństwa, żeby mnie Ci z ministerstwa przed sądem nie postawili nie pokazujcie tego zdjęcia nikomu. To byłby niezły cyrk gdyby jakiś Mugol zobaczył magiczne zdjęcie. Mogłoby być nieciekawie.
Pozdrawiam gorąco,
Lily”
Ruda przywiązała kopertę z listem i oraz ruszającym się zdjęciem do nóżki brązowej sowy. Ptak nie wyróżniał się niczym specjalnym, był duży, stary, brązowy, jedna z wielkich napuszonych, szkolnych sów. Nic nadzwyczajnego. Lily specjalnie ją wybrała. W świecie Mugoli wystarczającą uwagę zwraca na siebie każdy ptak większy od gołębia a wspaniałe wielkie płomykówki i śnieżnobiałe sowy kurierskie mogłyby sprowadzić nawet ekipę z wiadomości...
Mimo, że sowa była zwyczajna, brązowa, lekko rdzawa puszyła się jak paw. Była dumna, że z pośród tylu sów właśnie ją wybrano do doręczenia tego listu. Gdyby tylko była w stanie zrozumieć powody dziewczyny, która mocowała się z wstążką, którą oplatała nóżkę oplatała i list byłaby taka dumna i napuszona a nawet dziobnęłaby Lily w rękę.
^_^
-Lila ratuj – jęknął James znad wielkiego woluminu oprawionego w krwiście czerwony papier
-Co znowu? – Zapytała ruda wiedząc, że zaraz będzie służyć za archiwum wiedzy tajemnej dotyczącej eliksirów
-Gdzie szukać ustępu o bezoarze?
-Strona 27 akapit 4 – powiedziała Lily przekartkowując własną książkę
-Kocham Cię – powiedział posyłając jej na dłoni całusa
-Do czasu następnego problemu – dopowiedziała ze złośliwą minką
-Czy ty wątpisz w głębię moich uczuć? – Zapytał równie rozbawiony jak ona
-Jakżebym śmiała – odparła z błazeńskim uśmieszkiem, którego nie powstydziłby się Syriusz
-Osz ty! – Podniósł lekko głos patrząc na nią z lekką kpiną
-Wierzę, że James, Potter, którego zdjęcia mam wymalowanego jak cztero latka, kocha mnie nad życie i nie opuści aż do śmierci – powiedziała śmiejąc się i czekając na burzę
Tak Lilian Evans była wyjątkowo domyślna i znała Huncwotów świetnie. Dlatego wcale się nie zdziwiła, gdy padło pytanie...
-Jakie zdjęcia? – Zainteresował się Syriusz
-Zeszłego lata jak was wymalowałam, porobiłam i zdjęcia – Powiedziała ruda spodziewając się bliskiego wybuchu, no i myślała nad błyskotliwą odpowiedzią
-Evans! – Ryknęli zgodnie obaj chłopcy
Dużo osób w pomieszczeniu obejrzało się na nich. Niektórzy po chwili wrócili do swoich zajęć. Reszta – ta bardziej ciekawska reszta – patrzała na nich czekając na rozwój akcji.
-Wy możecie robić za chór pam, paaam, paaaammmm – odśpiewała ze śmiechem
-Lilka, co to było? – Zapytał, Remus zdezorientowany
Remus, Remusik, Remusek. On rzadko bywał zdezorientowany. Ta chodząca wszechwiedząca księga była zawsze jak leksykon wiedzy. Dla niektórych niepozorny kujon, dla innych wspaniały, inteligentny przyjaciel. Tak czy siak, Remus Lupin nie wyróżniał się od swoich rówieśników tak bardzo... Na pierwszy rzut oka.
Prawie nikt nie wiedział o mrocznej tajemnicy pana Lupina, jaką jest jego ciemna strona. Ta część jego duszy, która wynurza się z jego głębi raz w miesiącu, tylko po to by bezsensownie niszczyć.
Gdyby, Remus pamiętał, co czuje po transformacji, nie wybaczyłby sobie tego. Choć wie, że zwierzęcia przebudzającego się ze snu nie zatrzyma niemożliwością byłoby przestać myśleć o potworze marzącym by się wyrwać z durnego lasu.
Nikt, bowiem nie musiał wiedzieć, że potwór chciał. Gdyby to odczucie można było nazwać Marzeniem to tak, potwór marzył o wejściu do szkoły. O posileniu się, zjedzeniu czegoś. Zabiciu głodu, zabiciu innych ludzi...
Jednak nikt nie znał tych zakamarków duszy Lupina, nawet on sam nie spodziewał się po sobie, a raczej po bestii siedzącej w nim, takiego okrucieństwa, braku zasad, takiego instynktu zwierzęcego. Morderczego...
Teraz Remus Lupin żartował z przyjaciółmi. Nie martwił się. Tylko bestia siedząca gdzieś na samym jego dnie budziła się z drzemki, ale i do tego minie jeszcze trochę czasu. Kilka godzin...
Kilka wolnych dla Lupina godzin...
-Wolisz nie wiedzieć – odparła ruda wciąż się śmiejąc
-Ty ruda wiewiórko! – Krzyknął James zbliżając się w stronę dziewczyny niebezpiecznie szybko
Tu nikt nie myślał o postawionym w okropnej sytuacji przyjacielu. Teraz się śmiali, bawili. Strach, pomoc i zabawa nadejdą później. Nocą.
Teraz wszyscy się bawili w najlepsze, ale nie można nie zauważyć, że i po przemianie Remusa wszyscy się bawią. Tylko Remus, a raczej bestia mieszkająca w nim, nie. Chłopców też te spacerki coraz mniej bawią. Gdy się wpada na taki pomysł w wieku dwunastu lat jest się niezwykle pomysłowym. Gdy się udaje go zrealizować w wieku piętnastu lat to jest się utalentowanym.
Tak, Potter i Black byli utalentowani, a dzięki nim i Pettigrew nadrabiał. Ale to, co w wieku piętnastu lat jest tylko zabawą, dla prawie dorosłego czarodzieja jest nieraz niebezpieczne. James i Syriusz zdali sobie sprawę, czym są te wyjścia z Remusem. Czym to się może skończyć i czemu...
Jednak czuli, że powinni z nim wychodzić. Wtedy, to, dla Remusa szansa na spokojne przejście pełni a dla nich szansa odreagowania pewnych spraw. Bo oni też mają swoje problemy i wtedy, biegnąc lasem, na łeb na szyję wiedząc, że wilkołak jest tuż za nimi lub przed nimi, wiedząc, że nic im nie zrobi i czuć tą adrenalinę wyładowują się.
-Skrzywdziłbyś własną dziewczynę? – Zapytała ruda nieświadoma tego, co skrywają przyjaciele
Wesoły uśmiech na jej ustach przypominał mały rogalik a iskrzące oczy świadczyły o niezwykłej radości życia. Kurze łapki, które jej się ułożyły a twarzy, kiedy zmrużyła oczy wprowadziły w taki słodki stan otępienia resztę przyjaciół.
W osobę tak żywą i radosną mogli się patrzeć częściej. Jednak i ruda nie zawsze bywała w tak wyśmienitym humorze jak teraz...
Myśl o utarciu nosa tym dwóm nicponiom TAKIMI zdjęciami ją bawiła a gdy dodać, że jeden z owych numerantów był jej chłopakiem... Cud, miód i orzeszki...
Ponieważ odpowiedzi nie otrzymała zerwała się z miejsca i zaczęła biec w stronę portretu.
^_^
-Mam Cię! – Krzyknął James już na błoniach chwytając Lilkę w pasie od tyłu.
Wciąż z rozpędem zakręcił ją kilkukrotnie dookoła siebie, kręcąc się z nią jak podczas zabawy w mugolskiego „samolota”...
Postawił ją na ziemi i chwycił za rękę. Miała przyjemną ciepłą dłoń, której nie miał ochoty puszczać. Zresztą jak całej Panny Evans...
Zaczęli wędrować w stronę jeziora.
-Czy dzisiaj w nocy też znikniecie? – Zapytała ruda patrząc na Jamesa
Zamurowało go. Stanął w miejscu, mimowolnie wypuścił jej dłoń. Lekko pobladł. Nie spodziewał się, że zauważyła. Nie docenił jej na tyle by wiedzieć, że jego dziewczyna go obserwuje. Nie wiedział też, że parę razy, gdy czegoś potrzebowała wpadła w pełnię a ich nie było. Poskładała sobie te pełnie. Myślała, że to po to jest tabela przy łóżku Remusa, żeby znikać. Nie spodziewała się, że po coś więcej...
Nikt by się nie spodziewał. No, bo to jest nawet nielogiczne. Że wilkołak? Remus? Jak?
Niemożliwe...
-Skąd wiesz?
-Raz w miesiącu, co pełne znikacie – powiedziała trochę mglistym głosem przypominającym kiepską wróżkę - Czemu akurat w pełnię?
To pytanie samo jej się nasunęło. Zresztą było ono proste i oczywiste.
Rudą ciekawiło, co w okrągłej niczym zegar tarczy księżyca aż tak przyciągało chłopców...
-Nie mogę Ci powiedzieć – powiedział trochę chłodno
Czuł, że ogarnia go panika. Strach, piorunujący. To, co teraz powie, może wszystko zmienić. Miał wrażenie, że jeśli będzie chłodny to ona zmieni temat, że się przestraszy tego chłodu. Niestety – panna Evans nie z tych...
-Spodziewałam się usłyszeć coś takiego, miałam nadzieję, że usłyszę coś w rodzaju, że wtedy jest jaśniej, ale czułam, że usłyszę coś w tym stylu – powiedziała cicho
W jej głosie można było wyczuć jakiś wyrzut, może żal. Wiedział, że ona teraz się zastanawia, jakie żarty robią nocami...
A myślała, że z tego wyrośli...
-Lily, nie mogę Ci powiedzieć – powiedział proszącym tonem
-Ja nie naciskam – powiedziała cicho – tylko przykro mi, że masz przede mną tajemnice – Dodała
Wiedziała ze to samolubne, ale we wszystkich mugolskich telenowelach zawsze działa. Stoi modelka, wygląda jak Barbie, która zeskoczyła ze swojej półki i rozmawia z cudownym Kenem. I on nie chce jej powiedzieć, po co jeździ za miasto, co sobotę. Wtedy pada tragiczne „Przykro mi, że to przede mną ukrywasz”. Wtedy zawsze boski Ken się łamie chwilę, po czym wyjawia swojej partnerce powody dziwnych zniknięć. Potem długo się całują i jak czerwony kapturek, żyją długo i szczęśliwie.
-Gdybym mógł, to bym ją wyjawił – powiedział lekko ją obejmując - ale nie mogę
-Czy to z tego powodu zabroniłeś mi kiedyś, co pełnię wychodzić z zamku nocą?
Wiedziała, że to oczywiste. No, ale czuła, że coś powiedzieć musi. Nie zniosłaby tłumaczeń „Lily powiedziałbym Ci, ale nie mogę, więc nie powiem, wybacz”
-Tak, proszę Cię nie próbuj rozwiązywać tej tajemnicy – powiedział
-Nie mam zamiaru – odpowiedziała już chłodniej
Teraz ona postanowiła użyć taktyki bycia chłodnym. Jak ucieczka...
Wyczuł ten chłód w jej głosie. Teraz on się wystraszył. Tak jak miał wystraszyć ją. Był po prostu bardziej podatny na takie triki...
-Będziesz teraz zła? – Zapytał trochę z wyrzutem w głosie
-Nie, z jakiego powodu? – Jej odpowiedź znów była chłodna, nawet chłodniejsza od poprzedniej
-Gdybym mógłbym Ci powiedział – powiedział proszącym tonem
-Ależ oczywiście – odparła sarkastycznie
-Lily, proszę – powiedział błagalnie
Bał się, że się obrazi, że się pokłócą. Bał się, że to będzie koniec. Nie chciał końca. Nie chciał rozstawać się z Lily, dlatego, że nie mógł jej czegoś powiedzieć.
-James, liczyłam na pełne zaufanie – powiedziała z lekkim wyrzutem
-A czy ty mi o wszystkim mówisz. Nie mogę Ci powiedzieć, kogoś bym tym skrzywdził. Lily
-Nie ufasz mi? – Zapytała ignorując jego słowa
-Ufam, ale mi też ktoś zaufał
Nagle dotarło do niej, że zachowuje się jak nieznośna paranoiczka! Małe dziecko! Przecież on nie chce się umówić z inną dziewczyną tylko czegoś nie może powiedzieć, pomyślała ruda.
-Przepraszam kochanie – powiedziała patrząc w ziemię, nagle niezwykle interesujące okazały się jej buty – Po prostu mam okres i jestem trochę drażliwa – lekko się zaróżowiła, ale musiała mu o tym powiedzieć, chciała wytłumaczyć swoje irracjonalne, wręcz skrajnie głupie zachowanie. W takiej chwili każde wytłumaczenie jest lepsze od wymownej ciszy. Nawet to, że w ciele dorosłej już kobiety czasem buzują hormony jak u nastolatki...
-Rozumiem – powiedział i objął ją ramieniem
Zadrżała lekko. Wyczuł to.
-Zimno Ci?
-Trochę – odparła
Tym razem nie miał bluzy. Oboje przecież wybiegli dziko się śmiejąc bez planu wyjścia na dwór. James solennie sobie obiecał, że na przyszłość będzie miał zawsze bluzę przy sobie... Obiecanki cacanki...
-Lepiej wracajmy, bo się przeziębisz i co ja wtedy zrobię?
-Oddasz mnie pani Pomfrey – odpowiedziała z trochę przesadnym uśmiechem
Było jej głupio za jej zachowanie, przecież zachowała się jak dziecko! Nawet gorzej od Petunii. Nawet gorzej od Pottera, w piątej klasie. Mało, co u panny Evans było „gorsze od Pottera w piątej klasie” a kiedy chodziło o nią samą, tylko włosy z głowy rwać...
To dziwne, pomyślała, James przed ostatnimi świętami w moich myślach to Potter a po nich, już James. W tym właśnie momencie znalazła chwilę, w której James się zmienił i wydoroślał...
^_^
-Remus – zaczął ostrożnie James
-No – odpowiedział Remi, niczego się jeszcze nie spodziewał, ale już coś podejrzewał po całodniowym milczeniu Jamesa i ostrożnym wstępie...
-Chodzi o Lily – zaczął James
-Spoko, możesz dzisiaj nie iść – powiedział Syriusz szybko
-Nie o to mi chodzi
Młody Potter czuł się głupio. Musiał im przyznać, że nie doceniał swojej dziewczyny i jeszcze kilka rzeczy. Między innymi to, że ona być może już wie...
-A, o co?
-Ona wie, że co pełnię znikamy, tylko nie wie, czemu – powiedział James na wydechu
Remus spojrzał na niego w osłupieniu. Szklanka, z której pił gorącą herbatę wysunęła mu się z ręki.
Spadła na podłogę i roztrzaskała na kawałki. Bursztynowy płyn rozlał się po ziemi. Jak małą rzeczką, ciecz płynęła pod łóżko Remusa.
Nikt się tym jednak nie przejął nie mówiąc już nic o posprzątaniu. To nie było teraz ważne.
-Skąd?
-Nie wiem, domyśliła się
-I co?
-Pytała
-O co?
-Czemu, znikamy
-I, co odpowiedziałeś?
-Że nie mogę jej powiedzieć
-A ona, co?
-Nic, trochę była zła przez chwilę, ale jej przeszło
-Stary masz bardzo wyrozumiała dziewczynę – powiedział Syriusz ni z tego ni z owego – Ile to mnie bab męczyło żebym powiedział, jaki będzie następny numer to nie zliczę!
Chciał rozluźnić atmosferę, ale coś mu nie wyszło. Chłopcy zignorowali jego uwagę.
Chwilowo zapadła cisza. Syriusz wpatrzył się w resztki herbaty pływające po podłodze. Remus zacisnął dłonie w pięści myśląc gorączkowo. James zastanawiał się czy powinien im o tym mówić. Mógł nie powiedzieć. Nic by nie wiedzieli. Byłby przynajmniej spokój. Peter myślał, że teraz może być koniec krótkiego związku Panny Evans i Pottera. Zastanawiał się, czy u Lily miałby jakieś szanse, po krótkim namyśle doszedł też do wniosku, że jest głodny...
Ciszę przerwał głos Jamesa
-Co zrobić jak będzie pytała następnym razem? – Zapytał ignorując to, co powiedział Syriusz, który wciąż wpatrywał się w resztki herbaty i całą tą męczącą ciszę, tak nieprzyjemną, że aż okropną i spojrzenia na Remusa pełne niepewności i czegoś jeszcze...
Przed Lupinem była ważna decyzja. Nie chciałby ktokolwiek wiedział. Jednak z drugiej strony Lily była jego przyjaciółką, powinna zrozumieć, przecież to nie jego wina. Ale jak zrozumieć wilkołaka? A może jednak? Trzeba przyznać, że Lily nie jest jakąś pustą Hogwardzką lalą. Ale jak ona mogłaby przyzwyczaić się do myśli, że on jest wilkołakiem skoro on nie może do tego przywyknąć i zrozumieć tego? To wszystko jest zbyt pogmatwane!
Odwrócił wzrok. Spojrzał na zdjęcie przy swoim łóżku. Na tą samą fotkę, którą Lily wysłała rodzicom. Jego wzrok przykuła Lily. Objęta wpół przez Jamesa, machając na fotce ręką. Uśmiechnięta i szczęśliwa.
-Remi, co mam zrobić?
-Powiedz jej – odparł Remus
-Co?! – Do dyskusji włączył się Peter
-Czy mówi niewyraźnie? – Zapytał Syriusz trochę zły
-A jak ze sobą zerwą czy coś??!! – Krzyknął Peter
Remus i Syriusz wybuchli niekontrolowanym śmiechem.
-Oni… ze sobą… zerwać – powiedział w końcu Syriusz pomiędzy kolejnymi atakami śmiechu
-Tobie chyba rozum odjęło! – Powiedział Remus
-Peter, umiesz rozluźnić atmosferę – powiedział James wspominając to uczucie, które mu towarzyszyło, gdy Lily zrobiła się w stosunku do niego chłodna. I ten strach...
^_^
-Wtedy mi się przypomniały te wszystkie seriale, wiesz, on ma tajemnicą on do niego, że jej przykro...
-Tak, tak znam to – przerwała jej Alice
Przez ostatnie dni przyzwyczaiła się do myśli, że Lily jest z Jamesem. Pewne rzeczy przemyślała, zmieniła. Nie musiała długo nad sobą pracować. Wystarczyło zrozumieć...
Dawna Alice wróciła.
-A on dalej nic. Zaczęłam mówić chłodno, jakby mi był obcy.
-Lily to chore
-Co?
-Przecież ty z nim sobie jawnie pogrywasz
-Słucham?
-Wiem, że Jamesowi zależy na tobie jak na nikim, ale to już nie jest sytuacja, w której kiwniesz palcem a on zrobi wszystko.
-Alice, nie musisz mi o tym przypominać
-Chodzi mi o to, że nie możesz stosować sobie gierek z seriali. Ty nie jesteś tą blond laską a James nie jest ulizanym agentem ministerstwa
-Rządu – poprawiła ruda automatycznie – U Mugoli jest rząd
-Nie ważne. Nie możesz sobie z nim pogrywać. Jeśli go kochasz nie traktuj go jak zabawki!
-Nie traktuję! – Oburzyła się natychmiast Lily
-Tak, jasne, ja udaję mugolską miss europy magazynu kucharki roku – zironizowała Alice
-Ale ja tylko chciałam wiedzieć – zapeszyła się ruda
-A nie sądzisz, że gdyby mógł Ci powiedzieć to by to zrobił?
-Może...
-Pamiętaj, że James zrobi dla Ciebie wiele, ale też jest człowiekiem ma swoją dumę, nie możesz go traktować jak byle, kogo bo znam go i wiem, że dla niego się też liczy honor.
-Tak, liczył się przez całe życie – zironizowała Evans
-Lily!
-Co?!
-Czy ty jesteś taka głupia czy tylko udajesz? – Zdenerwowała się Alice
-Alice, już rozumiem wystarczy? – Zapytała Lilka
-Powiedz mi tylko, co rozumiesz?
-Właśnie mi uświadomiłaś, że nie mam bawić się uczuciami Jamesa – wyrecytowała panna Evans zła na siebie i na Alice
Była zła na nie obie. Na siebie za to, że bawiła się tak Jamesem.
Przecież nie powinna. Są razem, to już nie są ani podchody ani końskie zaloty. Jeśli ich związek ma być poważny to oboje muszą być wobec siebie uczciwi. James by się nie zachował z stosunku do niej w ten sposób. Chyba...
Na Alice była zła bez powodu. Była zła za to, że Alice ma rację.
^_^
-James?
-No?
-Przepraszam za wczoraj – powiedziała ruda
-Nie ma, za co kochanie, nie ma, za co – szepnął cicho
Zastanawiał się czy jej powiedzieć o Remusie. Jednak jakoś się nie rwał do tego, a ona nie pytała. Ona sama czuła, że nie ma sensu o to pytać, i tak się nie dowie. Tak myślała...
-Kiedy pierwszy mecz? – Zapytała po chwili ciszy
-W sobotę – odparł – Krukoni z Puchonami
-Będziesz szedł?
-Jak zawsze
-Czemu tak kochasz ten sport?
-Kocham to ja Ciebie, a sport bardzo lubię – powiedział
Gdzieś z tyłu rozległo się kilkugłosowe westchnięcie.
-I jak tu być spokojną parą zakochanych skoro każdy twój krok śledzi zgraja ciekawskich??? – Zapytała z sarkazmem
Zaśmiał się. Zawtórowała mu.
-Choć ty zakochana, porywam Cię na spacer
-A kurtka?
-Idziemy zwiedzać zamek! – Stwierdził
Chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę portretu.
^_^
-Wiesz, że Cię kocham? – Zapytał pomiędzy pocałunkami
Byli sami, w pustej Sali. Ludzie z portretów patrzeli na nich z dezaprobatą
-Tylko trochę bardziej od Quiditcha – powiedziała, po czym zaśmiała się cicho
Kiedy on urządzał jej wykład jak to ją kocha, ludzie na obrazach kręcili bez zrozumienia głowami...
-Ach ta młodzież – bąknął jeden z nich, kiedy para zaczęła się ponowne całować
Przez tłum namalowanych ludzi przebiegł szmer przypominający osy pracujące w ulu.
C.D.N.



Dziękuję. M.
Dodaj komentarz






13 komentarzy

.mylog.pl :: niedziela, 5 lutego 2006 23:45:23
orunia.nsm.pl

Hehe. Fajny liścik Lilcia napisała. Ja nie umiem pisać listów. :P To wszystko jest pogmatwane i w ogóle jakieś dziwne. rozumiem Lily, że chciała się dowiedzieć, czemu Huncwoci znikają co pełnię. Też bym była ciekawa. W pewnym momencie przesadziła. Powinna uszanować to, że James nie może jej powiedzieć. A na Alice też bym była zła. Nawet za to, że miała rację. Tu rozumiem Lilkę. :P A końcóweczka jak zwykle słodziutka. :) Noteczka romantyczna, zabawna, no i w ogóle. Fajniusio, że wreszcie notencja jest. Już się nie mogłam doczekać. No i nie mogę doczekać kolejnej notki. Czekam. :) Pozdro. :*

.mylog.pl :: poniedziałek, 6 lutego 2006 03:46:48
afc205.neoplus.adsl.

Notka bardzo mi się podobała.
Tylko zastanawiam się, czy taka mądra Lily sama by nie wpadła na prawidłowe rozwiązanie? Przecież jest inteligentna, potrafi łączyć fakty, a na dodatek jest oczytana.
Bardzo podobał mi się ten list, czuło się w nim to "coś" prawdziwego.
No i droczenie się Lily z Jamesem, uwielbiam, jak ktoś się tak droczy (byle nie ze mną :P).
No to chyba wszystko.
Uważam, że Remus prawie zrobił dobrze. Powinien jej to sam powiedzieć.

.mylog.pl :: poniedziałek, 6 lutego 2006 10:17:18
bxm114.internetdsl.t

Irys nie bedzie się rozpisywać... powie Marcie, że notka jest naprawdę bardzo ładna. Lily napisała konkretny ten list do rodziców^^ Ja nigdy nie potrafię pisać listu, jakoś mi się nie chce... a jaka pomocna z niej dziewoja. Mimo, ze James to taki rozczochraniec, to jednak mu pomogla... ech on ja tam zawsze kocha:P
Pozdrawiam
Irys
Muah:*

AnGeL AnGeL.mylog.pl :: poniedziałek, 6 lutego 2006 12:29:33
aakf195.neoplus.adsl

no nocia extra:D:D:D czekam na nastepną

rosia rosia.mylog.pl :: wtorek, 7 lutego 2006 09:24:45
80.51.180.162

nie chce mi sie logowac :P w kazdym razie notka suuper. sliczna. a przeslanie wydaje mi sie ze zrozumialam :D chociaz ostatnio malo kumata jestem :D

Alex Alex.mylog.pl :: środa, 8 lutego 2006 14:53:40
bxk236.internetdsl.t

no fajne to mi sie podoba a jak sie fajnie czyta przy tej muzie:))elegancko:P

Erethie (wtcys) Erethie (wtcys).mylog.pl :: czwartek, 9 lutego 2006 17:25:20
80.54.0.98

A z tym ocenianiem, jak?

Lena Lena.mylog.pl :: sobota, 11 lutego 2006 16:32:10
acw222.neoplus.adsl.

hej Marta??  ty zartujesz z tym usunięciem bloga co nie?? przeciez on jest swietny nie poddawaj się NIgdy W ŻYCIU pozdrawiam serdecznie

:: niedziela, 12 lutego 2006 12:34:07
axg202.internetdsl.t

No, przeczytałam.
Dziękuję za dedykację. :*
Notka, piękna. Oczywiście najbardziej podobały mi się momenty Evans i Potter. :)
Świetnie opisałaś sytuację Remusa...biedaczek.
Caość jest po prostu przepiękna.
I nie waż mi się kasować bloga. (Wiem, ja skasowałam, więc nie mam nic do gadania)Poważnie mówię, nie kasuj.
Ps. Przepraszam, że ten komentarz jakiś taki nieskładny jest, ale nadal trzyma mnie zmęczenie po wczorajszym przeglądzie artystycznym (byliśmy cały dzień, do domu wróciliśmy o 23. )
Trzymaj się ciepło.
Buziaki.

Ant c Ant c",.mylog.pl :: poniedziałek, 13 lutego 2006 07:07:19
w3cache5.zwm.punkt.p

Ty chyba nie myślałaś na serio skasować bloga?! Proszę Cię nawet tak nie myśl. Super piszesz, a z tym, że nikt tu nie wchodzi to nie myśl tak sobie. Po prostu nie każdy komentuje( wiem, że są takie osoby, bo jedną z nich jestem ja: zaczęłam go odwiedzać dopiero gdy byłaś na tamtym drugim adresie, ale chyba żadnej notki nie skomentowałam). Mam jeszcze jedno pytanie: CZEMU www.lily-evans-marta.extazy.pl NIE CHCE WEJść?!! ;(

judith_m judith_m.mylog.pl :: wtorek, 14 lutego 2006 13:42:55
eut216.neoplus.adsl.

Nie no zarąbiście piszesz!!!Błagam nie kasuj bloga!!!To jest jedna z nielicznych rzeczy w necie (opocz gg),która mnie wciąga!!!Tak serio,to masz niesamowity talent,ja czasem tez cos skrobne,ale tak raczej dla siebie,bo brakuje mi pomysłów:)Ale moglabys wpleśc jakis wątek mniej slodki i romantyczny...jakis kryzysik w zwiazku...wiesz tak,zeby ozywic atmosferke.Pozdro!

.mylog.pl :: wtorek, 14 lutego 2006 18:13:07
pc131.os1.kappa.pl

Super blog!!!!!!! Przeczytałam całego i stwierdziam że jest super:)

.mylog.pl :: czwartek, 16 lutego 2006 14:19:19
abez49.neoplus.adsl.

HejkA!
Sorki, że dopiero teraz się odzywam, ale nie miałam czasu. Czas... ten wyraz mi już działa na nerwy, bo ciągle mi ucieka! Jestem masakrycznie zapracowana, nie wiem jakim cudem napisałam nową notkę. Ooo, właśnie zadzwoniła moja babcia, żebym przyszła na obiadek. A ja już z tego słynę, że piszę komentarz w trakcie czytania notki. Właśnie skończyłam czytać list Lily. Oh, ten biedny Glizdek, śpi na podłodze =], Syriusz się, poświęcił i go cucił :), czego się nie robi dla przyjaciół, nawet kosztem zdjęcia :). Chociaż ono jest ruchome, więc zawsze może zmienić pozycję :).
Wybacz mi, ale muszę lecieć. Dzisiaj, może jutro (nie wiem jak u mnie z tym... CZASEM :/) zasiądę spokojnie i dokończę czytać notkę i dopiszę drugą część komenta z interpretacją notki :).
Buziaczki!!!
<i>Au revoir</i> Marto

PS. Tak przy okazji. Na imię mam Ola. A na drugie... Marta! (Po mamie =]).


Dodaj.

O mnie.

Dział "O mnie" został napisany na nowo, radzę zajrzeć. Dziękuję

Księga
wpisz się
zobacz

Dużo?

Wpadam


Było:
Wersja pierwsza:
1; 2; 3; 4; 5; 6; 7 i 8; 9; 10 i 11; 12; 13; 14; 15; 16; 17; 18; 19; 20; 21; 22; 23; 24; 25; 26; 27; 28; 29; 30; 31, 32; 33; 34; 35; 36; 37; 38; 39; 40; 41; 42; 43; 44; 45; 46; 47; 48; 49; 50; 51; 52; 53; 54; 55; 56; 57; 58; 59; 60; 61; 62; 63; 64; 65; 66; 67; 68; 69;
Wersja druga:
Ten okrutny Jim.
Przerost ambicji.
Obojętność .
W dobrej wierze.
Subtelnie.
Coś więcej niż podróż.
Pomyłka.
Zakład.
Ognista.
Listy.
Mnie możesz ufać.
Pociecha i Otucha.
Jimbo.
Popełniaj błędy.
Trzeba widzieć.
Trudne wyznanie.
Idiota całym sercem.
Wielki dzień rogacza.
Pamiętna zgoda Evans.
Uparty Potter.
Cmentarz.
Niegotowy na śmierć.
Śmierciożerca.
Nocne mary.
Ogień.
Własne decyzje.
Tarzać się po ziemi.
Największe cechy moich przyjaciół.
Miliony w spadku.
Góry.
Tylko walka i poświęcenie?.
Druga szansa.
książę i buntownik.
Coś dużo ważniejszego.
Miesiąc.
Pusty łeb Remusa.
Poszukiwacze prawdy.
Ukryta odwaga Petera.
Miłość, czy honor?.
Brak Brak odwagi.
Szablon
w postać Lily wciela się pani Sarah Wayne Callies, która w serialu Prison Break wciela się w moją ulubioną postać pani dokror Sary Tancredi (której niestety obcięto głowę)
Proszę nie ruszać bo poucinam łapki.