Obawy i strach... notka piąta >> sobota, 27 sierpnia 2005 06:44:47
Notkę dla Alicji pełne bufona jak ty to lubisz mówić :). Zapraszam słonka do czytania bo ta notka jest wybitnościowa!
***
A jak ich złapią? Po raz pierwszy od pięciu lat bał się czegoś, co chce zrobić, ale nie powinien. Stał w oknie i czekał. Szeroko otwarte okno. Miotłę sprawdził. Ze strychu poprzedniej nocy zabrał linę. Znalazł też czarną tkaninę i wiedział, że im się przyda. Miał nadzieję, że James wziął miotłę. Jak nie, to też dadzą radę. Wszystkie rzeczy przykryte były kocem prawie całkiem wsunięte pod łóżko. On położył się na łóżku. Rozwalony jak zawsze. Rozmawiał z obrazem Fineasa Nigellusa.
-Wiesz, co? Wstyd mi za Ciebie
-Trudno
-Przynosisz wstyd naszej szlachetnej rodzinie
-Trudno
-Zrobię raban jak będziesz chciał zwiać
-Albo przysięgniesz na honor Blacka, że nie, albo zniszczę twój obraz
-Przysięgam, na honor Blacka
-Że?
-Że będę cicho, kiedy będziesz zwiewał z domu
-Lubię Cię stary – mruknął Syriusz, chociaż wcale nie lubił facecika z obrazu
-A ja ciebie nie – odburknął obraz
-Żadna strata – mruknął Black
Obrażony Fineas Nigellus zszedł za ramy obrazu.
Syriusz niecierpliwie spojrzał na wskazówki zegarka. Wskazywały równo 23:17. James się spóźnia. Może nie przyjdzie??? Może zapomniał??? Może nie może?? Cholera, pomyślał, zachowuję się jak rozhisteryzowana panienka, przed randką.
Denerwował się. Cholernie się denerwował. A jak coś nie wypali???
Stuk, stuk, stuk.
Podbiegł do okna (od autora: mam ochotę napisać „niesiony na skrzydłach miłości” ) i zobaczył... unoszącą się miotłę. Wychylił się i rozejrzał, za Jamesem. Nigdzie na dole go nie było. Wyciągnął dłoń i chwycił coś z miotły. Szarpnął w swoją stronę.
W ręku trzymał peleryną niewidkę a na miotle siedział James Potter.
-Wleć, tylko cicho - mruknął Syriusz
James wleciał. Syriusz powoli i nawet cicho wysunął swoje rzeczy spod łóżka.
-Masz miotłę? – Zapytał James
-Regulusa – powiedział Syriusz.
Wyciągnął linę. Przeciął na pół scyzorykiem i zaczęli przywiązywać. Jeden kawałek każdej liny do rączki miotły a drugi do rączki kufra. Gdy skończyli peleryną niewidką owinęli kufer. Czarny materiał Związał ciasno do obu mioteł nad kufrem. Teraz mogli już lecieć.
-Sowy nie bierzesz? – Zapytał James
-To sowa matki, nie chcę jej.
Powoli wytaszczyli kufer do okna z miotłami unoszącymi się cal nad nim. Wyrzucili przez okno. Miotły przetrzymały kufer, ale ten głucho stuknął w ścianę. Teraz musieli być najciszej jak się da.
-Do jasnej cholery przestań hałasować pętaku!!! – Dał się słyszeć z dołu „słodki głosik” pani Black
Syriusz szybko wskoczył na miotłę. James też.
-Spi*@#$%^& - Wrzasnął
Na dole dało się słyszeć coś jak cały komplet „pięknych” (jak pani Black) słówek. Potem kroki. I łomotanie po schodach. James i Syriusz odsunęli miotły od okna o jakieś 5 stóp (152,4 cm). Do pokoju wleciała czerwona na twarzy Pani Black a za nią Regulus Black.
-Moja miotła – zapiszczał Regulus.
-Zamknij się! – Warknęła matka. Potem zwróciła się do Syriusza – Wracaj natychmiast ty... – Zaczęła
-Żegnaj kochana rodzinko – powiedział serdecznym głosem Syriusz
-Do widzenia – powiedział uprzejmym tonem James, na co obaj ryknęli śmiechem i odlecieli
-Pożałujesz tego! Ty Skur@#$%^&! – Wrzasnęła
-Wysoką masz samoocenę! – Wrzasnął Syriusz – Mamusiu! – Na co znowu zaczęli się śmiać.
Wreście był wolny. Wiatr we włosach. Wolność.
-Teraz do Londynu! – Wrzasnął Black do przyjaciela
-Po co?
-Zamieszkam w dziurawym kotle!
-Chyba żartujesz! Mam by mnie zabiła gdybym, Cię do domu nie przywiózł!
Syriusz poczuł trochę ulgi. Zrobiło mu się cieplej na sercu. Mimo, że nie znał tej kobiety już poczuł do niej sympatię.
***
-A musimy? – Zapytała
-Tak, zresztą nigdy Ci nie przeszkadzało, że przyjeżdżają – odrzekła matka
-To może lepiej w tym tygodniu.
-Nie, w poniedziałek.
-To będzie milusio – burknęła
-Rozumiem, że możesz nie lubić Johana – matka nigdy nie miała pamięci do imion.
-Jamesa
-No to Jamesa, ale musi przyjechać, wraz z rodzicami. To twój kuzyn! I musisz to znieść – odpowiedziała jej mama
„To nawet nie o mnie chodzi – pomyślała – Tylko, co zrobi Lily jak się dowie”
-Ale, ale on nie może – Podjęła ostatnią próbę
-Trudno, Alicjo, masz 15 lat. Nie bądź jak dziecko.
„Nie bądź jak dziecko” – to zdanie towarzyszyło jej odkąd skończyła 10 lat. I wcale go nie lubiła.
***
-To chcesz do tego Londynu?
-Nie!!!
Byli na wysokości pokątnej. Małe uliczki, światełka nielicznych samochodów, latarnie na ulicach wyglądały pięknie. Black tylko się rozglądał myśląc, że jest wolny, wreście wolny!
James tylko sterował, żeby lecieli najkrótszą drogą. Myślał o czymś wysokim i rudym i takim zielonym. I nie była to żaba na szczudłach w peruce. 
***
-Wreście! – Krzyknęła pani Potter z dołu
-Fajnie było – skwitował James
-Kolejna podróż dwóch szalonych Huncwotów! – Zaśmiał się Black
-Twoja matka ma piękny głosik – powiedział James, wisieli 10 m nad ziemią i odwiązywali czarną tkaninę. Po chwili upadła falując na kufer. Obniżyli jeszcze miotły tak, że kufer stanął na ziemi. Zaczęli go rozwiązywać. Już moment później liny opadły z głuchym stukiem na ziemię. Obaj panowie zeskoczyli ze swoich mioteł.
-Ty to pewnie Syriusz Black – powiedziała mama Jamesa
-Tak, dziękuję, że zgodziła się pani, żebym tu mieszkał przez wakacje – powiedział.
-Tak, dzięki mamo – powiedział James
-Nie ma, za co – pani Potter była wyraźnie zadowolona z tego, że jej syn był zadowolony.
James i Syriusz chwycili rączki kufra i wciągnęli go do środka. Pani Potter poszła za nimi zaklęciem trzymając miotły za sobą.
-James – powiedziała po chwili – W poniedziałek, ja, ty, Syriusz i tata mamy zaproszenie, na tydzień do rodziny twojej kuzynki.
-Której? – Zapytał bez większego zainteresowania James
-Alicji – zaczęła powiedziała Jamesa
Serce Jamesa wykonało coś w rodzaju dzikiego tańca radości. Przecież bardzo duże szanse, że będzie tam Evans. Żałował, że to jeszcze aż 7 dni. Mina mu się tak rozjaśniła, że pani Potter się niepewnie zapytała:
-Czy ty, coś czujesz do tej dziewczyny?
Syriusz zaczął się śmiać.
-Nie, absolutnie on nic do Alicji nie czuje – powiedział Syriusz
-To całkowicie Cię nie rozumiem – westchnęła matka Jamesa
-Gdzie twój tata? – Zapytał Syriusz, bo widział, że James nie za bardzo chciał opowiadać matce o Lily Evans.
-W pracy, pracuje w ministerstwie, teraz mają straszne dużo roboty, żeby przed Mugolami tuszować kolejne ataki – podchwycił temat James
-A moja kochana rodzinka się cieszy z tych ataków – powiedział z goryczą Syriusz
-Masz to już za sobą – powiedziała mama Jamesa
-Nie do końca. To będzie wracać i wracać.
-Czemu?
-W naszej szkole są moje kuzynki – powiedział
Wraz z Jamesem zaciągnęli kufer do góry. James poprowadził Syriusza do pierwszego pokoju po lewej stronie. Kiedy Syriusz wszedł uśmiechnął się. Zobaczył wreście coś normalnego! Cały pokój był obklejony plakatami Angielskiej narodowej drużyny Quiditcha. Po pokoju latał sobie szkolny znicz a na dwóch hakach na ścianie James zawiesił miotłę. Na ścianie w małej ramce było zdjęcie krajobrazu zimy.
-Czasem myślę, że zwariowałeś – powiedział Syriusz wskazując na obraz
-To zdjęcie Lily, chowa się za ramą. Zawsze się chowa. Czasem wychodzi jak myśli, że jej nie widzę.
-Boję się Ciebie stary, zdecydowanie się Ciebie boję – powiedział Syriusz
-Ja się siebie już dawno boję – powiedział James i obaj zaczęli się śmiać.
***
Minęło kilka dni. Syriusz zaaklimatyzował się u państwa Potterów a oni go bardzo polubili. Czuł się u nich swobodnie i wreście odkrył, czemu wakacje to piękne dwa miesiące a nie najgorszy okres w roku. W czwartek rano wszedł do kuchni. James jeszcze spał coś mrucząc w stylu „Lily, mniam, mniam mmmmrrrrr, Liluś”. W kuchni siedziała Pani Potter.
-Dzień dobry – powiedział Syriusz i z szafki nad zlewem wyjął szklankę.
-Dzień dobry Syriusz – odpowiedziała pani P.
Chłopak postawił kubek na blacie i zrobił przejętą minę.
-Syriusz, czy Syriusz Black??? O Boże tu jest Syriusz Black??? Gdzie, gdzie???? – Powiedział z przejęciem skacząc przy tym i rozglądając się na wszystkie strony jak chory umysłowo. W kuchni rozległ się śmiech. Śmiała się pani Potter, Syriusz i James stojący w drzwiach.
-Candy – wykrztusił tylko śmiejąc się, na co obaj zaczęli śmiać się jeszcze głośniej
-Ty, ty się się ś...śmiej – wycharczał Syriusz przez łzy – dalej mnie szczęka boli, tak mi przywaliła.
-Trzeba się tak za panienkami nie rozglądać – powiedział, James kiedy Syriusz sobie nalewał wody do szklanki.
-Lily – odpowiedział Syriusz. Na sam dźwięk jej imienia James przeczesał włosy. Black się roześmiał.
-Co za Lily? – Zapytała mama Jamesa.
Młody Potter posłał zabójcze spojrzenie Blackowi.
-Takla z naszego domu – powiedział James czerwony, dusząc się samemu w myślach ze to, że nazwał Lily słowem „taka”
-Może ty mi dogłębniej wyjaśnisz? – Zapytała Pani Potter Syriusza
-Wybaczy pani, ale chcę żyć – zaśmiał się, – ale obawiam się, że będzie pani miała okazję się dowiedzieć. – Powiedział i wymaszerował z kuchni.
-Ech ta młodość – powiedziała pani Potter i dalej zajęła się przejrzeniem raportu dla zakonu feniksa, o którym James jeszcze nie miał zielonego pojęcia. Pani Potter już, kiedy James miał 5 lat zrozumiała, co trzeba zrobić żeby syna coś zainteresowało. Schować przed nim. Dlatego zawsze trzymała to, czego nie chciała żeby czytał na wierzchu.
-Mamo, idziemy pobiegać sobie trochę po dworze! – Krzyknął jej Syn
***
Różdżka, szaty, zimowa kurtka, mini spódniczka, kosmetyki...
Lily pakowała kufer. Następnego dnia miała jechać. Było już ciemno za oknem. Po raz setny sprawdziła, czy ma, co trzeba. Wpakowała listę drobiazgów do kupienia na pokątnej. Zeszła na dół.
-Mamo?
-Tak
-Potrzebuję pieniędzy – powiedziała bez ogródek
Mama jej dała 100 funtów.
***
Swoje rzeczy zakwaterowała w jednym pokoju. Zapłaciła za... 2 godziny! Poszła do banku wymienić pieniądze. Dostała za pieniądze od mamy i kieszonkowe, które się uzbierało przez rok 100 galeonów. Tylko, że kieszonkowego miała jeszcze raz tyle, co dostała od mamy. Miała nadzieję, że jej wystarczy. Schowała wszystkie pieniądze do skórzanej sakiewki i wsadziła ją do kieszeni, którą zamknęła na zamek. Poszła do dziurawego kotła. Równo o 15 zniosła swoje bagaże zapłaciła Tomowi, który uśmiechnął się do niej i wyszła do jednego ze stolików. Obserwowała dwa kominki. Do jednego czarodzieje wciąż sypali garść proszku, FIU i znikali a z drugiego w kłębach zielonego dymu wynurzali się. W którymś momencie z kominka wyleciała Alicja.
-Hej! – Powiedziała Evans podchodząc z kufrem i sową w klatce.
-Hej Liluś!
***
Kłęby zielonego dymu gryzły ją w oczy. Wirowała jak szalona. Otworzyła usta żeby krzyknąć, ale popiół i dym zatkały jej gardło. Wylądowała na kolanach krztusząc się dymem, cała uwalona popiołem na czyimś już-nie-niebieskim dywaniku. Podniosła się i rękami chciała przetrzeć oczy, ale te natychmiast zaczęły ją piec, gdy tylko dotknęła ich rękoma. No tak, popiół. Wciąż się krztusiła. Przez łzy w piekących oczach nic nie widziała poza okropnie rozmazanymi łzami.
Poczuła jak ktoś jej w rękę wpycha jakąś szklankę.
-Masz dziecko napij się – usłyszała kobiecy zatroskany głos.
-Dziękuję – jęknęła a potem znowu zaczęła kaszleć.
Przechyliła szklankę do ust. Czysta zimna woda przepłukała gardło, które przestało ją piec.
-Lily – usłyszała za sobą głos Alicji
-To było potworne – powiedziała Lily z zamkniętymi oczami
-Nigdy nie podróżowałaś siecią FIU???
-Nie, i nie chcę tego powtarzać
- Chodź zaprowadzę cię do łazienki – powiedziała Alicja. Lily poszła za nią. Alicja odkręciła jej kran z zimną wodą, którą ruda przemyła sobie twarz.
-Masz – Alicja podała Lily czysty ręcznik
-Dzięki – powiedziała Lilka wycierając twarz.
Z ubolewaniem spojrzała na szarą już bluzkę, która jeszcze 2 godziny wcześniej była zielonkawa i równie szarą spódniczkę, której poprzedni kolor nazywany jest szmaragdowo zielonym.
***
-A wiesz, ja jednak nie lubię kolorowych lakierów do paznokci – powiedziała Lilka – wolę prawie naturalne kolory
-I tu Cię nie rozumiem, tobie by było ślicznie z jasno zielonym lakierem.
-Ja wolę naturalne! – Zaśmiała się ruda
-Wiesz? – Zaczęła poważniej Alicja – Potter...
-Co z nim? – Nagle zainteresowała się ruda
-Przyjedzie tutaj
-C...co??? – Powiedziała ruda
-Bo to jest mój kuzyn. Co roku albo oni jadą na tydzień do nas, albo my do nich. I tak masz szczęście, u nich byliśmy w zeszłym.
-Błagam powiedz mi, chociaż, że nie będzie spał w naszym pokoju – wykrztusiła ruda
-Niestety
-Ty to mnie umiesz pocieszyć, dzięki – powiedziała ruda
-A, co??? Miałam nakłamać???
-Nie, dzięki, że mi powiedziałaś
-Czemu?
-Przygotuję się psychicznie, podleczę gardło, schowam pamiętnik – zaczęła wymieniać
-Tylko mu nie zrób jakieś awantury w domu – ostrzegła Alicja
-Wiem przecież – powiedziała Lilka.
***
Kłęby zielonego dymu owiały komin. Powoli obracając się ukazały im się czyjeś nogi. Kiedy wyszedł z komina Lily Spostrzegła wysokiego faceta, wyższego on niej, wyższego od Jamesa. Na głowie miał strzechę czarnych włosów zupełnie takich samych jak włosy Jamesa. Miał niebieskie oczy. Był do Jamesa dość podobny.
Gdy odsunął się od kominka wynurzył się z niego James, uśmiechnięty i zadowolony.
-Dzień dobry – przywitali się
-Dzień dobry – powiedziała ruda
Reszta powiedziała to samo. James przeczesał palcami włosy i wesoło powiedział
-Cześć Evans, - i - dzień dobry – do rodziców Alicji i Alicji
-Cześć James – przywitali chłopaka rodzice Alicji
-Cześć Potter – rzuciła Lily nie patrząc na niego
W kominka wyszła kolejna osoba. Najmniej spodziewana przez Lily... Syriusz Black
C.D.N.



Dziękuję. M.
Dodaj komentarz






8 komentarzy

Lilka Lilka.mylog.pl :: sobota, 27 sierpnia 2005 09:20:12
w3cache5.zwm.punkt.p

Hm, od czego zacząć? może od tego, że byłam stałą czytelniczką na twoim byłym blogu.Dawno chciałam ci cos napisać w komentach,ale...nie wiedziałam co. myślałam że się załamię jak go zawiesiłaś. Ale postanowiłam wejść na twojego nowego bloga i stwierdzam że... twój nowy blog jest świetnym zadośćuczynieniem za zawieszenie tamtego;-) Będę twoją nową stałą czytelniczką, i tym razem postaram się komentować na bieżąco. To chyba na tyle. Pozzzzdro

Alice Evans Alice Evans.mylog.pl :: sobota, 27 sierpnia 2005 12:31:34
80.51.249.26

Siemana :D
Nocia faktycznie, z udziałem mojego Syriuszątka i mojej imienniczki...:]
Kurczaki, co to się będzie działo...Lilka i Tłukiszon w jednym pokoju...uuuu...chociaż osobiście wolałabym, żeby na jego miejscu był Machloj, albo inny boski chłopak...ech, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma ^^
pozdro cieplusie :* :* :*

.mylog.pl :: sobota, 27 sierpnia 2005 17:41:00
80.51.180.162

uuu, Potter i Lilly w jednym pokoju?? Bede musiala cos o tym wspomniec u mnie... ale to dopiero za ladnych kilka miechow. Za jakies dwie godzinki siadam do pisania o wakacjach (tak, tak, w moim notatniku juz sa wakacje) wiec... a co mialas na mysliw tym komencie u mnie? czyzby na twoim blogu miala pojawic sie jakas mila slizgonka (tak wlasciwie to dwie mile slizgomki, a niedlugo juz trzy)? acha, juz dawno ci mialam powiedziec ale jakos tak zapominalam: w dziale 'o mnie' Lilly pojawi sie razem z dziewczynka, ktora przybrdzie juz niedlugo. tymczasem looknij do mnie bo dodalam male ogloszonko.

Olajla Olajla.mylog.pl :: niedziela, 28 sierpnia 2005 12:44:38
ahq66.internetdsl.tp

Będzie się działo... Już się nie mogę doczekać kolejnej notki... =D A Syriuszek był supcio... On jest moim idolem... Pozdooffeczka... :*:*:*

Lilules Lilules.mylog.pl :: poniedziałek, 29 sierpnia 2005 14:45:59
80.244.141.187.unreg

Hej! Jestem Jestem Jestem... już. Notka dla wszystkich kótrzy komentują. Ale chciałam jeszcze powiedzieć że myli mi się Ann z Puffy poniewarz, wszystkie blogi o Lily które miałam wcześniej pisałam jako wspaniała trójka, czyli Lily Dorcas i Ann. A że teraz zmieniłam to na Puffy nie mogę się odzwyczaić! Spokojnie, na pewno dam radę. A teraz życzę miłego czytania. A, jeszcze dodam że... Na wakacjach wale ortografie :)





Reszta dnia mineła spokojnie. A czemu? To całkiem proste. Cały czas po lekcjach przesiedziałam w bibliotece czytając o zaklęciach niewybaczalnych. Potem odrobiłam prace domowe. Z Historii magii miałam referat na 2 stopy na temat "Największego Goblina Wszechczasów" Dodam że wymyślił on urządzenie dzięki któremu morzna się przenosić w czasie, nazywa się zmieniacz czasu czy jakoś ta. W wypracowaniu pomagał mi Remus który cały czas siedział ze mną w bibliotece. Czemu? Otóż Potter wymyslił że lepiej będzie jak będzie ze mną cały zcas ktoś z Huncwotów, wiecie, tak dla "bezbieczeństwa". A że ja szłam do biblioteki ani Potter ani Blac nie chcieli tam iść więc spadło to na Remusa. Mówiłam mu, że jak chce iśc to niech idzie ale powiedział że będzie ze mną siedział i zaproponował mi pomoc. Powiedział, że mi pomoże w pracach domowych więc przyjełam pomoc bo dobrze wiedziałam że sama tego nie napiszę. Gdy skończyłam wypracowanie i zbierałam pergaminy, pióra i atrament ni z tąd ni z owąd pojawili się Ślizgoni. Malfoy, Nott, Bellatrix Black, Narcyza Black, Snape, Crabbe i Goyle (nie wiem jak sie pisze). Otoczyli nas (mnie i Remusa)

-Proszę, proszę... nasza ulubienica i pan Prefekt Gryffindoru- zakpił Malfoy, a gdy wymawiał Gryffindor mówił to z takim obuydzeniem i wstrętem że aż się zdenerwowałam, bo żaden śmierdzący Ślizgon nie będzie mi tu źle mówić o Gryffindorze!

-Nie zaczynaj Malfoy, źle się to skończy

-Dla ciebie, szlamo!- krzyknął Malfoy a potem dodał- Drentwota!

nie zdąrzyłam się obronić. Kątem oka jeszcze zobaczyłam jak remus mówi cos do Lusterka (?!?!?) a po chwili do biblioteki wpada Potter i Black. Oboje zaczeli żucać neiznanymi mi do tąd zaklęciami w Ślizgonów którzy padali jak muchy. Nie wiadomo nawet kiedy, i kto ugodził tym samym zaklęciem co mnie Łape. padł niedaleko mnie. Po chwili pad też Potter, powaliły go dwie drętwoty i Rictusempra. Ale trzymał się. W każdym razie na polu walki został tylko Remus, Malfoy i Nott. Zaklęcie żucone na mnie powoli przestawało działać a na polu walki został już tylko Remus i Malfoy, trzeba przyznać że obaj świetnie żucali zaklęcia. W końcu zaklęcie przestało działać i gdy Malfoy żucał zaklęcie Bombarno na Remusa co było dużą przesadą, bo rozwaliłoby go na kawałki wyczarowałam przed nim tarczę. Niby nic w tym dziwnego, ale fakt że moja różdżka była jakies 30 metrów odemnie zmienia frochę sytuację, a fakt że ja tylko machłam ręką i nic nie powiedziałam zmienia ją o całe 360 stopni. Remus i Malfoy popatrzyli w moim kierunku. Obaj byli zdziwieni, tylko że remus miał jeszcze uśmiech na twarzy, a Malfoy strach. no tak, on widział co zrobiłam na Eliksirach.

-Mówiłam, że to się źle skończy Malfoy?

W tej chwili w mojej głwoie zebrało się wszystko to, co Malfoy mi kiedyś zrobił. Obrazy w mojej głowie zmieniały się co chwilę... Malfoy nazywa mnie szlamą... zuca zaklęcie na Dorcas... wmawia mi że jestem bezndziejna i wszyscy się nademną litują... Tego było za dużo. Za dużo jak na mnie, jak na osobe która ma 16 lat. W moich rękach uformowały się zielono-żółte kule czekające aż je żuce w Malfoy'a. W tej chwili nic się nie liczyło, nic, oprucz zemsty. Brałam już zamach gdy usłyszałam z tyłu głos Łapy:

-Lilka nie!

Odwróciłam głowę, co było błędem bo Malfoy ugodził mnie Rictusempra tak, że odleciałam na kilkanaście metrów w tył i rabnęłam o ścianę. Remus i Black się zrefleksowali i zaczeli miotać w Malfoya zaklęciami. Padały różne nazwy, padło nawet chłoszczyść, co spowodowało że z nogawek Malfoya zaczeła sączyc się piana. Popatrzyłam na Pottera, był nieprzytomny, miał rozwaloną wargę, a z nosa leciała mu krew. Tego było za wiele. Dosyć. Mimowolnie uniosłam się w powietrzu i przeleciałam nad głowali Remusa i Syriusza. Skierowałam rękę na Malfoya który zaczął się unosić, a gdy był w lini prostej do mnie odrzuciam go do tyłu z taką siłą że walnął o mór. Niestety, zdołał wyczarować poduszkę, co mnie zmotywowało, a jago różdżka wyrwała mu się i poleciała w moim kierunku. Złapałam ją i żuciłam Remusowi który schował ją za szatę.

-Wiesz Malfoy, coś ci powiem. Może i jestem szlamą, ale ta "szlama" może ci w kazdej chwili rozkwasić łeb. Ale tego nie zrobie, a wiesz czemu? Bo w Gryffindorze liczy się nie tylko siła, ale trzeba wiedzieć, kiedy zakończyć pojedynek.

-A co, boisz się że przegrasz?!- wrzasnął do mnie

-Nie Malfoy, nie chcę trafić do Azkabanu. Nie chce brudzić sobie tobą rąk, nie mam czasu na takiego śmierdziela, jakim jesteś. Ale jeśli się prosisz...

Zacisnęłam troche rękę i Malfoy znalazł sie tóż przy mnie. Prawie stykałam się z nim nosami, szepnęłam:

-... to wyślij mi sowe, to moja sekretarka umuwi cię na spotkanie ze mną.

Puściłam go a ten wybiegł z biblioteki. Rozglądnęłam się w około. regały z książkami były poprzewracane, książki leżały na podłodze. Remus i łapa patrzyli na mnie z otwartymi buziami, ale mnie zainteresowało coś innego. Pod jednym z regałów wystawała moja różdżka. Podleciałam tam i podniosłam machnięciem ręki regał a różdżka przyleciała do mnie. Opadłam na zimną posadzkę i padłam na kolana. Byłam zmęczona... nie tym że użyłam tego czegoś... Co nawet nie wiem jak nazwać, ale złością. Jeszcze nigdy nie straciłam tak kontroli nad sobą, nawet jak Potter mnie wkuyrzał... no właśnie Potter. Podeszłam do niego na kolanach i położyłam ucho w miejscu gdzie powinno być serce... Nic, zero bicia serca... czy on... Nie, nie ten Potter...

-Boże, on... on nie życie!

Jak na komendę Remus i Łapa podbiegli do mnie i Pottera. Remus zobaczył jego puls, i puścił rękę spuszczając głowę. Łapa miał w oczach łzy... Prawdziwe, łzy których nigdy nie było można tam zobaczyć, zawsze było w jego oczach pełno wesołych ogników, miłości do Dorcas a tutaj, łzy. Wziął Rogacza w ramiona i potrząsnął nim, jakby to cos dało.

-Rogaty, Rogacz obudź się... ROGACZ!? Czemu ty...?

Do biblioteki wpadły dziewczyny. Dorcas i Puffy. Gdy zobaczyły nas momentalnie w ich oczach pojawiły się łzy. Pierwsza łza, poleciała z oka Dorcas. Potem druga. rzecia. Aż w końcu lały sie strumieniami. Dorcas Podeszła do Syriusza i przytuliła go mocno, chciała mu dodac otuchy, ale sama nie umiała powstrzymać płaczu... W tym samym czasie Puffy podeszła do Remusa. Położyła mu rękę na ramieniu, a on popatrzył do góry. Po jego p[oliczku spływała łza... Duża, wolna łza. Puffy wpadła w jego ramiona. A ja? ja dalej klęczałam przy Jamesia. Tyle razy mówił mi że mnie kocha, a ja to olewałam... Gdybym wiedziała że tak to się skończy już dawno dałabym mu szansę. Moglibyśmy być szczęśliwi, razem... Boże, co ja mówie? Ja? i On? Przecież ja go tak... kocham? tak, przez tyle lat wmawiałam sobie że go nie kocham, a tak naprawdę... Bałam się tago. Bałam sie tej dużej miłości. A teraz, gdy zdałam sobie z tego sprawę on, nie żyje! Miłość mojego życia, umarła. nawet nie wiem kiedy po moich policzkach poleciały łzy... Słone łzy, gęste jak wodospad spływały mi po policzkach, kótóre były całe mokre. Łzy, które wywołała śmierć mojej miłości, na zawsze pozostaną mi w pamięci. Lilka, nie, nie wolno ci się poddawać... Kochasz go, będziecie zyć razem, zestarzejecie się w dużym ładnym domu z wnukami...

-Wiesz, co masz robić

Usłyszałam głos. Wiem, wiem co mam robić. otarłam łzy i z trudem powstrzymywałam je od ponownego wybuchu. Wstałam i powiedziałam mokrym głosem:

-Weźcie go na blonia

Powiedziałam do chłopaków. Ci popatrzyli na mnie jak na UFO. Nic nie zrobili. Pierwszy odezwal się Łapa mówiąc:

-To już nic nie da... On... On nie...

-Nie kończ! Po prostu rób co mówie!

-CO TY SOBIE MYŚLISZ EVANS?! ON CAŁE ŻYCIE POŚWIĘCIŁ ŻEBY CIE MIEĆ, ŻEBYŚ GO POKOCHAŁA, DAŁA MU SZANSE! A TY CO?! NIC! TYLKO DAJESZ JAKIEŚ GŁUPIE ROZKAZY! ON JUŻ NIE ŻYJE! ROZUMIESZ?! MÓJ BRAT NIE ŻYJE!!!!!

Brat... Tak, ta dwójka była nierozłączna, można ich było spokojnie nazwać braćmi. Wszędzie ze sobą chodzili, razem robili kawały, razem się śmiali... A teraz? Jeden leży martwy, a drugi płacze... Lilka, weś się w garść... Wiesz, co masz robić. Wziełam go "nadprzyrodzoną siłą" wyniosłam z biblioteki i wyniosłam na błonia. Było juz ciemno, spojrzałam na zebarek, 11:57. Jeszcze chwilę. Wiem co ma robić, i zrobie to. Zrobie, bo go... Kocham. Położyłam go ostrożnie na płaskim, dużym kamieniu. 11:59

-Juz czas, James.

Położyłam splecione palcami ręce na jego sercu. I czekałam. Nic, zero rekacji. Nagle moje ręce zaczeły swiecić na czerwono. W myślach wciąż powtarzałam "Kochem cie, wróć do mnie". Nagle James wyprostował się i wziął głęboki oddech. Cofnęłam ręce które przestały świecić. Byłam wyczerpana. Rogacz popatrzył na mnie dziwnie i zapytał:

-Co ja tu robie? Nic ci nie jest? Liluś?

Jego oczy były zatroskane. Było w nich tyle miłości, tyle troski i opieki. Dziwne, że tego wcześniej nie zaówarzyłam. Z osłabienia padłam do jego ramion. Od razu było mi lepiej, czułam że teraz nic nie zrobi mi krzwydy, jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Opowiedziałam co się stało kiedy "umarł" a on słuchał uwarznie. Słuchał i nie przerywał, za co byłam mu wdzięczna. gdy skończyłam skierowalismy sie do wierzy gryffindoru, nadal byłam w niego wtulona. Gdy weszliśmy do pokoju wspulnego pierwsze co zaówarzyliśmy było zdjęcie Jamesa w czarnej przepasce. Grobowa cisza wypełniała Pokuj Wspulny, a było w nim dużo osób, wszyscy ubrani na czarno. Przed kominkiem siedzieli Huncwoci i dziewczyny. Łapa był wtulony w Dorcas która głaskała go po głowie. Remus siedział tępo wpatrując się w przestrzeń, nawet peter siedział cicho i nic nie jadł. Rogacz odchrząknął. Wszystkie głowy zwróciły sie w naszą stronę. Łapa przetarł oczy, podszedł do niego popatrzył od góry do dołu i przytulił tak "po mesku". Po chwili wszyscy podbiegli do Jamesa, a ja postnowiłam się ulotnić, żeby nie było niepotrzebnych pytań. Przechodząc koło zdjęcia Jamesa z czrną przepaską ściągłam ją i rzuciłam na ziemie.

-To już nie będzie potrzebne

Mruknęłam i poszłam dalej. Weszłam po kręconych schodkach do naszego dormitorium. Wziełam pidżamę i poszłam do łazienki, napuściłam dużo gorącej wody i płyn dzięki któremu było dużo piany a w całej łazience były bąbelki. Wszłam do gorącej wody... Nie ma to jak gorąca kompiel, w końcu po tak męczoncym dniu muszę jakoś ohłonąć. Słyszałam doskonale jak wszyscy świętują w pokoju wspulnym powrót do życia Rogacza, ale ja nie miałam ochoty schodzić tam. Nie wiem nawet ile myślałam w mannie, woda nie była już tak gorąca ale była bardzo ciepła. Nagle do łazienki ktoś wszedł.Szybko złapałam wiszacy nad wanną ręcznik i nie zwarzając na to że go zamocze owinęłam sie nim w wannie, dopiero potem sobie przypomniałam że w wannie jest piana.

-Liluś, jesteś tu?

No tak, to Potter. Mogłam się tego domyślić, tylko on ma czelnośc wchodzić komus do łazienki podczas kompieli (relaksującej). Zaczął przedzierać się przez gąszcz baniek aż w końcu dotarł do wanny. Kucnął i zaczął nie patrząc na mnie tylko w dół.

-Ja... Ja chciałem podziękować... za... Za drugie życie.

-Nie ma za co... To... to drobnostka.

-Nie mów tak. Nie co dzień człowiek dostaje drugie życie.

-Ja tylko spłaciłam dług

Teraz to i ja patrzyłam w dół, patrzyłam w piane. Ta piane która miała mi w pewnym sensie pomóc. Nie miałam zamiaru patrzyć mu w oczy... nie chciałam sie rozkleić, a poza tym, on nie może znać prawdy. Nie może. Nie tarz.

-Jaki dług?

-Ty, walczyłeś w mojej obronie. I zmarłeś. Więc jak inaczej mogłam spłacić swój dług? Tylko w ten sposub nie mam u ciebie długu...

Lilka, uspokuj się. Nie rozklejaj się... Nie możesz, nie teraz, poczekaj jeszcze chwile... Nie płacz... Lilka... Zdradzisz sie... on nie może się dowiedzieć.

-Nigdy nie miałaś

-Miałam. Tyle razy mnie broniłeś, złego słowa na mnie nie dałeś powiedzieć. Oprucz tego, rozśmieszałeś mnie, bawiłeś, nadawałeś mojemu życiu koloru. I ty mówisz, ze nie miałam długu?

Stało się. Pierwsza łza spłynęła po moim policzku. Spadła na pianę której trochę jakby ubyło. Potem spadła druga, i trzecia. Spadały bez opamiętania. Rogacz się zoriętował o so chodzi, ale nim jego ręka zdąrzyła dotknęł mojego policzka powiedziałam:

-Możesz wyjść? chcę się ubrać.

Kiwnął głową i wyszedł. Wyszłam z wanny wytarłam sie puszystym ręcznikiem Dorcas, ubrałam się w pidżamę, zaklęciem osuszyłam włosy i wyszłam. Potter siedział na moim łużku oglądając zdjęcie z ramką. Na zdjęciu byłam ja, mama, tata i Petunia. Usiadłam obokniego i czekałam aż coś powie.

-Nigdy nie miałaś wobec mnie długu Liluś. Nie miałaś go, bo cię kocham. I pamiętaj, że nigdy nie przestanę, chodź bym nie wiem co się stało. pamiętaj, kocham Cię.

Położył zdjęcie na szafce nocnej i już chciał wyjść. Czułam, że jeżeli pozwolę mu wyjśc, to pozwolę mu wyjśc nie tylko z tego dormitorium, ale też a całego mojego życia. Gdy już łapał za klamkę pomyślałam sobie "Raz się żyje".

-Rogacz. Zaczekaj.

Stanął w miejscu, jednak nie odwrócił się i puścił klamki. Powolnym krokiem podeszłam do niego, wyminęłam go i stanęłam ze spuszczoną głową przed nim. Powolutku podniosłam wzrok, potem głowę i powiedziałam, cicho, ale bardzo wyraźnie te dwa słowa na które czekał już prawie siedem lat. Słowa, których nie spodziewałam się przed nim powiedzieć:

-Kocham Cie

Jego reakcja była do przewidzenia. Najpierw popatrzył mi w oczy, potem puścił klamkę, podrapał sie po głowie robiąc tym samym bałagan na głowie.

-Juz bardziej nie będa stać

Nie mogłam się oprzeć żeby tego nie powiedzieć. Opuścił rękę którą natychmiast przyciągnął mnie do siebie potem drugą przytrzymał mnie w tali i patrząc prosto w oczy pocałował.



Nie mówiłam wam ale robie dollsy które będę umieszczać na tej stronce. Za jeden dolls (lub candy

albo jakaś tam lalka) będzie jeden komentarz, z opisem jak chcecie to zamawiajcie. A, tytuł w tamtej był taki bo... bo bo bo bo bo :) nie no, no bo nie wiem , tak o jakoś dałam :P

kaqla kaqla.mylog.pl :: poniedziałek, 29 sierpnia 2005 15:09:42
pa198.dzierzkowice.s

hiper super :) pisz dalej, bo mnie ciekawość zeżre :)

Patola Patola.mylog.pl :: poniedziałek, 29 sierpnia 2005 17:49:07
ij74.internetdsl.tpn

Siemka! ! chciałam sie zapytac czy jest moze tego ksiazka :/ a jak tak to jaki ma tytuł i kto ja napisał ! ! z góry dzie :* napisz mi mojego maila patola12@buziaczek.pl a po za ty masz fajnego blogaska :D :D tak 3maj ! !
Życzę powodzenia :D:D

Pozdroffienia od Patoli :D:D :P heheh

Alex Alex.mylog.pl :: sobota, 3 września 2005 19:10:48
80.48.163.253

przysieglam ze moj komentarz bedzie pod kazda notka na tym blogu wiec bedzie a co do notki to superaska pozdro ola


Dodaj.

O mnie.

Dział "O mnie" został napisany na nowo, radzę zajrzeć. Dziękuję

Księga
wpisz się
zobacz

Dużo?

Wpadam


Było:
Wersja pierwsza:
1; 2; 3; 4; 5; 6; 7 i 8; 9; 10 i 11; 12; 13; 14; 15; 16; 17; 18; 19; 20; 21; 22; 23; 24; 25; 26; 27; 28; 29; 30; 31, 32; 33; 34; 35; 36; 37; 38; 39; 40; 41; 42; 43; 44; 45; 46; 47; 48; 49; 50; 51; 52; 53; 54; 55; 56; 57; 58; 59; 60; 61; 62; 63; 64; 65; 66; 67; 68; 69;
Wersja druga:
Ten okrutny Jim.
Przerost ambicji.
Obojętność .
W dobrej wierze.
Subtelnie.
Coś więcej niż podróż.
Pomyłka.
Zakład.
Ognista.
Listy.
Mnie możesz ufać.
Pociecha i Otucha.
Jimbo.
Popełniaj błędy.
Trzeba widzieć.
Trudne wyznanie.
Idiota całym sercem.
Wielki dzień rogacza.
Pamiętna zgoda Evans.
Uparty Potter.
Cmentarz.
Niegotowy na śmierć.
Śmierciożerca.
Nocne mary.
Ogień.
Własne decyzje.
Tarzać się po ziemi.
Największe cechy moich przyjaciół.
Miliony w spadku.
Góry.
Tylko walka i poświęcenie?.
Druga szansa.
książę i buntownik.
Coś dużo ważniejszego.
Miesiąc.
Pusty łeb Remusa.
Poszukiwacze prawdy.
Ukryta odwaga Petera.
Miłość, czy honor?.
Brak Brak odwagi.
Szablon
w postać Lily wciela się pani Sarah Wayne Callies, która w serialu Prison Break wciela się w moją ulubioną postać pani dokror Sary Tancredi (której niestety obcięto głowę)
Proszę nie ruszać bo poucinam łapki.